Epizod LXXXVI.
Po kilkunastu minutach jazdy
zatrzymaliśmy się przed pięknym, małym domem otoczonym kwiatami i drzewami.
- Usiądźcie. Zaraz wrócę.
Usiedliśmy na drewnianej
ławce i w milczeniu na nią poczekaliśmy.
- Dlaczego nie dałaś znaku
życia? – wypaliłam kiedy tylko do nas przyszła.
- Dlaczego uciekłaś mając
nas kompletnie w dupie? – zapytała ostro.
Zaskoczona zerknęłam na
Piotra.
- Byłam przerażona! –
powiedziałam. – Kiedy tylko wróciłam zaczęli was szukać. Wszyscy. Znajomi,
przyjaciele, rodzina, policja…
- Gówno prawda. – prychnęła.
– Byłyśmy tam jeszcze ponad dwa tygodnie, nikt się nie pojawił.
- Naprawdę was szukałam… -
jęknęłam. – Na niczym innym tak mi nie zależało.
- Co się z nim stało? –
zapytał Piotrek.
- Nic już nikomu nie zrobi.
– odparła.
- Co z nim? Co z resztą
dziewczyn?
- Zrobiły to co ja. –
powiedziała.
- Dlaczego żadna z was nie
dała znaku życia? – zapytałam.
Nie potrafiłam tego pojąć.
- Czekałyśmy na waszą pomoc…
Cieszyłam się, że udało ci się uciec. Byłam pewna, że zaraz wpadnie tam grupa
facetów w mundurach i …
- Nawet nie wiesz jak
wielkie miałam wyrzuty sumienia. – powiedziałam. – Biegłam przed siebie, nie
rozglądałam się… Tak bardzo żałuję, że nie zatrzymałam się choćby na chwilę.
- A ty co byś zrobiła? –
zapytał Nowakowski. – Gdybyś uciekła temu psycholowi też byś miała w dupie
znaki drogowe i nazwy ulic. Ona naprawdę was szukała…
- Facet zaczął coraz
częściej znikać. Udało mi się znaleźć sposób na komunikowanie się z resztą
dziewczyn. Zaczęłyśmy planować ucieczkę. Nie chciałam ich zostawiać…
- Jak ja. – kiwnęłam głową.
- Wszystko dokładnie
ustaliłyśmy, co do minuty. Znałyśmy jego plan dnia, wiedziałyśmy kiedy znika i
na jak długo. W końcu udało nam się zrealizować plan. Część planu. Zdążyłyśmy
wyjść z tej cholernej piwnicy kiedy on nagle wrócił. Nie wiem dlaczego…
Przecież miał być gdzie indziej. – miała drżący głos.
Mocno ją przytuliłam i
zachęciłam do kontynuowania.
- Nie wiedziałam co robię. –
powiedziała walcząc z łzami. – Po prostu chwyciłam tę deskę i go uderzyłam. Byłam
przerażona. Nie chciałam tam wracać…
Jeszcze mocniej objęłam ją
ramionami.
- Wszystkie się na niego
rzuciły. Byłam tak wściekła, że po prostu machałam tą belką. Obkładałyśmy go
wszystkim, brałyśmy to co było pod ręką. Strasznie wrzeszczał, nie mogłam przestać…
- Spokojnie. – szepnęłam i
pogłaskałam go po głowie.
- Nagle przestał się ruszać.
Tak po prostu. – wzruszyła ramionami. – Byłam przerażona. Zabiłyśmy go.
Spanikowałyśmy.
- Beata…
- Zabiłam człowieka! –
rozpłakała się i schowała twarz w moim ramieniu.
- Każdy zrobiłby to samo. –
powiedział cicho Piotr. – Gdybym tylko mógł…
- Codziennie widzę jego
twarz. – odwróciła się w kierunku Nowakowskiego. – Nie ma dnia kiedy o tym nie
myślę, zżerają mnie wyrzuty sumienia. Przecież on na pewno miał rodzinę, przyjaciół…
- To gwałciciel! –
stwierdził zirytowany Nowakowski. – Facet, który was skrzywdził. Za to co
zrobił śmierć to i tak za mało. Przecież…
- Piotrek. – przerwałam mu i
kiwnęłam głową.
- Dlaczego nikomu nic nie
powiedziałyście? – zapytałam.
- Co miałyśmy powiedzieć? Że
nagle zniknął? - wciąż płakała. – Nie chciałam iść do więzienia… Nie mogłam…
- Co zrobiłyście z jego
ciałem?
- Spanikowałyśmy. Na
początek wrzuciłyśmy je do piwnicy. Dopiero potem zaczęłyśmy myśleć. Gdyby ktoś
znalazł to miejsce? Wyciągnęłyśmy go, był cholernie ciężki. – powiedziała
wycierając łzy. – Oprócz mnie było tam pięć dziewczyn, ledwo go uniosłyśmy.
- Co z ciałem? – zapytał
Piotr.
- Zakopałyśmy go. Kiedy
zrobiło się ciemno wyniosłyśmy go na zewnątrz.
- Zakopałyście go tam? –
pokręciłam z niedowierzaniem głową.
- Ten cholerny pies wciąż
ujadał. – warknęła. – Skończyłyśmy nad ranem. Byłam brudna i zmęczona.
Obiecałyśmy sobie, że nikomu nigdy o tym nie powiemy. Miałyśmy zabrać to ze
sobą do grobu.
Zerknęłam na Piotra, który
milczał ze wzrokiem wbitym w Beatę.
- Nie możecie nikomu
powiedzieć. – stwierdziła nagle.
Kiwnęłam głową.
- Słyszysz? – potrząsnęła
mną. – Nikt nie może się dowiedzieć, gdyby…
- Nikomu nie powiem. –
obiecałam.
Beata zerknęła na Piotra.
- Zrobiłbym to samo co ty. –
kiwnął głową. – Nikomu nie powiem.
Chyba żałowała, że nam
powiedziała, bo zaczęła panikować i cały czas błagała, żebyśmy nikomu nic nie
powiedzieli.
- Co z resztą dziewczyn?
- Nigdy więcej ich nie
widziałam. – przyznałam.
- Policja znalazła to
miejsce. Trzy lata temu. Nie znaleźli nic. Został tylko pies. – powiedziałam
cicho. – Co z twoją rodziną? Powinnaś im powiedzieć. Dochowaliby tajemnicy,
Beata, mu…
- Nie. – powiedziała ostro.
– Nie powiem im, ty też nie. Mam rodzinę, tutaj.
Jak na zawołanie w drzwiach
domu pojawił się mały chłopiec.
- To twój syn? – zapytałam z
uśmiechem.
Mały zniknął szybciej niż
się pojawił. Beata zaczęła mi opowiadać jak dotarła do Włoch i co robiła przez
te wszystkie lata. Nikt nie znał jej historii. Nigdy nikomu o tym nie mówiła.
Nie było już tamtej Beaty. Sama też zadawała mi mnóstwo pytań. Chciała wiedzieć co u jej rodziny i naszych
znajomych. Tak bardzo za nią tęskniłam. Przegadałyśmy prawie całą noc, razem z Piotrem do
hotelowego pokoju wróciliśmy dopiero nad ranem.
_____________________________________________________________________________
Płakać mi się chce, kiedy pomyślę, że jutro wrzucam epilog. :(