wtorek, 18 czerwca 2013

LXXXVII

Epizod LXXXVI.






Po kilkunastu minutach jazdy zatrzymaliśmy się przed pięknym, małym domem otoczonym kwiatami i drzewami.

- Usiądźcie. Zaraz wrócę.

Usiedliśmy na drewnianej ławce i w milczeniu na nią poczekaliśmy.

- Dlaczego nie dałaś znaku życia? – wypaliłam kiedy tylko do nas przyszła.

- Dlaczego uciekłaś mając nas kompletnie w dupie? – zapytała ostro.

Zaskoczona zerknęłam na Piotra.

- Byłam przerażona! – powiedziałam. – Kiedy tylko wróciłam zaczęli was szukać. Wszyscy. Znajomi, przyjaciele, rodzina, policja…

- Gówno prawda. – prychnęła. – Byłyśmy tam jeszcze ponad dwa tygodnie, nikt się nie pojawił.

- Naprawdę was szukałam… - jęknęłam. – Na niczym innym tak mi nie zależało.

- Co się z nim stało? – zapytał Piotrek.

- Nic już nikomu nie zrobi. – odparła.

- Co z nim? Co z resztą dziewczyn?

- Zrobiły to co ja. – powiedziała.

- Dlaczego żadna z was nie dała znaku życia? – zapytałam.

Nie potrafiłam tego pojąć.

- Czekałyśmy na waszą pomoc… Cieszyłam się, że udało ci się uciec. Byłam pewna, że zaraz wpadnie tam grupa facetów w mundurach i …

- Nawet nie wiesz jak wielkie miałam wyrzuty sumienia. – powiedziałam. – Biegłam przed siebie, nie rozglądałam się… Tak bardzo żałuję, że nie zatrzymałam się choćby na chwilę.

- A ty co byś zrobiła? – zapytał Nowakowski. – Gdybyś uciekła temu psycholowi też byś miała w dupie znaki drogowe i nazwy ulic. Ona naprawdę was szukała…

- Facet zaczął coraz częściej znikać. Udało mi się znaleźć sposób na komunikowanie się z resztą dziewczyn. Zaczęłyśmy planować ucieczkę. Nie chciałam ich zostawiać…

- Jak ja. – kiwnęłam głową.

- Wszystko dokładnie ustaliłyśmy, co do minuty. Znałyśmy jego plan dnia, wiedziałyśmy kiedy znika i na jak długo. W końcu udało nam się zrealizować plan. Część planu. Zdążyłyśmy wyjść z tej cholernej piwnicy kiedy on nagle wrócił. Nie wiem dlaczego… Przecież miał być gdzie indziej. – miała drżący głos.

Mocno ją przytuliłam i zachęciłam do kontynuowania.

- Nie wiedziałam co robię. – powiedziała walcząc z łzami. – Po prostu chwyciłam tę deskę i go uderzyłam. Byłam przerażona. Nie chciałam tam wracać…

Jeszcze mocniej objęłam ją ramionami.

- Wszystkie się na niego rzuciły. Byłam tak wściekła, że po prostu machałam tą belką. Obkładałyśmy go wszystkim, brałyśmy to co było pod ręką. Strasznie wrzeszczał, nie mogłam przestać…

- Spokojnie. – szepnęłam i pogłaskałam go po głowie.

- Nagle przestał się ruszać. Tak po prostu. – wzruszyła ramionami. – Byłam przerażona. Zabiłyśmy go. Spanikowałyśmy.

- Beata…

- Zabiłam człowieka! – rozpłakała się i schowała twarz w moim ramieniu.

- Każdy zrobiłby to samo. – powiedział cicho Piotr. – Gdybym tylko mógł…

- Codziennie widzę jego twarz. – odwróciła się w kierunku Nowakowskiego. – Nie ma dnia kiedy o tym nie myślę, zżerają mnie wyrzuty sumienia. Przecież on na pewno miał rodzinę, przyjaciół…

- To gwałciciel! – stwierdził zirytowany Nowakowski. – Facet, który was skrzywdził. Za to co zrobił śmierć to i tak za mało. Przecież…

- Piotrek. – przerwałam mu i kiwnęłam głową.

- Dlaczego nikomu nic nie powiedziałyście? – zapytałam.

- Co miałyśmy powiedzieć? Że nagle zniknął? - wciąż płakała. – Nie chciałam iść do więzienia… Nie mogłam…

- Co zrobiłyście z jego ciałem?

- Spanikowałyśmy. Na początek wrzuciłyśmy je do piwnicy. Dopiero potem zaczęłyśmy myśleć. Gdyby ktoś znalazł to miejsce? Wyciągnęłyśmy go, był cholernie ciężki. – powiedziała wycierając łzy. – Oprócz mnie było tam pięć dziewczyn, ledwo go uniosłyśmy.

- Co z ciałem? – zapytał Piotr.

- Zakopałyśmy go. Kiedy zrobiło się ciemno wyniosłyśmy go na zewnątrz.

- Zakopałyście go tam? – pokręciłam z niedowierzaniem głową.

- Ten cholerny pies wciąż ujadał. – warknęła. – Skończyłyśmy nad ranem. Byłam brudna i zmęczona. Obiecałyśmy sobie, że nikomu nigdy o tym nie powiemy. Miałyśmy zabrać to ze sobą do grobu.

Zerknęłam na Piotra, który milczał ze wzrokiem wbitym w Beatę.

- Nie możecie nikomu powiedzieć. – stwierdziła nagle.

Kiwnęłam głową.

- Słyszysz? – potrząsnęła mną. – Nikt nie może się dowiedzieć, gdyby…

- Nikomu nie powiem. – obiecałam.

Beata zerknęła na Piotra.

- Zrobiłbym to samo co ty. – kiwnął głową. – Nikomu nie powiem.

Chyba żałowała, że nam powiedziała, bo zaczęła panikować i cały czas błagała, żebyśmy nikomu nic nie powiedzieli.

- Co z resztą dziewczyn?

- Nigdy więcej ich nie widziałam. – przyznałam.

- Policja znalazła to miejsce. Trzy lata temu. Nie znaleźli nic. Został tylko pies. – powiedziałam cicho. – Co z twoją rodziną? Powinnaś im powiedzieć. Dochowaliby tajemnicy, Beata, mu…

- Nie. – powiedziała ostro. – Nie powiem im, ty też nie. Mam rodzinę, tutaj.

Jak na zawołanie w drzwiach domu pojawił się mały chłopiec.

- To twój syn? – zapytałam z uśmiechem.


Mały zniknął szybciej niż się pojawił. Beata zaczęła mi opowiadać jak dotarła do Włoch i co robiła przez te wszystkie lata. Nikt nie znał jej historii. Nigdy nikomu o tym nie mówiła. Nie było już tamtej Beaty. Sama też zadawała mi mnóstwo pytań.  Chciała wiedzieć co u jej rodziny i naszych znajomych. Tak bardzo za nią tęskniłam. Przegadałyśmy prawie całą noc, razem z Piotrem do hotelowego pokoju wróciliśmy dopiero nad ranem.

_____________________________________________________________________________

Płakać mi się chce, kiedy pomyślę, że jutro wrzucam epilog. :(